Jesteś tutaj

Koniec z roztoczami !!!

Portret użytkownika radiss

Panie i Panowie ogłaszam wszem i wobec, że znalazłem sposób na pozbycie się roztoczy z naszych kolonii. :))))) Ale najpierw króciutko jak do tego doszło. :)
Wyciagnąłem jedną z moich ulubionych kolonii Formica z zamiarem zrobienia kilku fotek. Nie minęło 20 minut kiedy, włożyłem kartę pamięci do czytnika z ok. 30 fotkami. Pierwsza fotka i aż usiadłem mocniej w fotelu. Mrówka na zdjęciu była dosłownie oblepiona tymi cholernymi roztoczami, które zniszczyły mi wcześniej już kilka kolonii. Pomyślałem sobie - no to świetnie kolejna kolonia idzie na straty, :( .... ale zajrzałem na forum przeczytałem jeszcze raz post o roztoczach, który wzbudzał tyle kontrowersji swego czasu i po jego lekturze stwierdziłem, że muszę spróbować znaleźć sposób na te roztocza. Jak wiadomo testowałem wiele różnych substancji i środków z mizernym skutkiem. Myślałem chyba ze dwa dni, w międzyczasie przeglądałem strony internetowe i szukałem po książkach. Olśnienie przyszło na 3 dzień. :) Pomyślałem sobie, że skoro mrówki jako skutecznej broni w walce czy chwytaniu pokarmu używają kwasu mrówkowego, przy pomocy którego potrafią obezwładnić i uśmiercić ofiarę nawet kilkukrotnie większą od siebie, to dlaczego nie miałoby to podziałać na takie małe roztocza. :) Zadzwoniłem do znajomego, żeby załatwił mi trochę takiego kwasu. Na następny dzień w małej buteleczce dostałem odrobinę 80% kwasu mrówkowego.
Pozostał teraz tylko problem jak podać go mrówkom do gniazda. Wlanie nie wchodziło w rachubę więc sporządziłem sobie mały dyfuzorek (patrz. zdjęcie poniżej - włożyłem nasączony kwasem wacik do szerszej rurki i zatkałem ją z obu stron rurkami owiniętymi w watę). Działanie tego urządzenia jest proste, dmuchając w jedną rurkę powietrze przechodzi przez komore z kwasem godzie zostaje wzbogacone w kwaśne opary i opuszcza finalnie urządzenie rurką na drugim jego końcu. :))
Mając już przygotwany odpowiednio "sprzęt" ;) przeszedłem do fazy realizacyjnej. Wziąłem probówkę z mrówkami i ostrożnie zacząłem wdmuchiwać opary. Mrówki zaczeły się niepokoić i przecierać czułki o odnóża. Kolejne dmuchnięcie i mrówki zaczynają biegać i szukać wyjścia, ale nie widać po nich oznak zatrucia kwasem.
Więcej nie wdmuchiwałem, na tym etapie zakończyłem kurację. Probówkę z mrówkami zatkałem i pozwoliłem dzialać oparom przez około 2 minuty, caly czas obserwując zachowanie zachowanie i będąc w gotowości do natychmiastowego przewietrzenia probówki. Następnie odłożyłem probówkę na wybieg i prawie natychmiast mrówki ją opuściły.
Złapałem robotnicę wziąłem ją pod lupę i ostrym końcem igły spróbowałem ściągnąć jakiegoś roztocza. Ku mojej radości jednym pociągnięciem udało mi się zdjąć aż 6. Roztocza z igły przełożyłem na szkiełko, które następnie włożyłem pod mikroskop. Ustawiłem ostrość i znowu się uśmiechnąłem :) - roztocza leżłay i nie poruszały się. :) - były martwe. Dla pewności na następny dzień powtórzyłem zabieg.
Jak narazie kolonia jest wolna od roztoczy - niemniej jednak stale ją monitoruję i sprawdzam co jakis czas. :)

Mam nadzieję, że to moje "odkrycie" pomoże wielu z Was, pozbyć się tych pasożytów ze swoich kolonii. :)

UWAGA !!! Trzeba pamiętać jednak, że kwas mrówkowy podany w nadmiernych ilościach może oprócz roztoczy uśmiercić i nasze mrówki. Ponadto jest to żrący kwas i łatwo się nim poparzyć - mi już się "udało". Rana choć płytka to jednak dość długo się goiła.

Radosław Krawczuk, 29.01.2006

Dyfuzor, dozownik