Jesteś tutaj

Masowa adopcja L. flavus

Kiedy mamy samotną królową L. flavus i koniecznie chcemy przyspieszyć jej rozwój to nie ma z tym większego problemu, kilka, kilkadziesiąt poczwarek i gotowe, ale gdy mamy już takich królowych 500 i z przyczyn rozmaitych musimy do nich zaadoptować np. po 25 robotnic/poczwarek to zaczynają się schody. Pierwsza kwestia - nie wystarczy do takiego zabiegu przecież znalezienie jednego gniazda, trzeba zlokalizować chociaż kilkanaście, w pierwszej kolejności oczywiście ruszamy po poczwarki, dopiero potem gdy obrabujemy z nich doszczętnie okoliczne kolonie sięgamy po ich robotnice(w pierwszej kolejności te niewybarwione). Czyli od początku, trzeba znaleźć gniazda, L. flavus preferują lekko wilgotne łąki i skraje lasów o gliniastym podłożu, ich kopiec jest zwykle sporo niższy od kopców L. niger ale żeby się upewnić zawsze domniemane gniazdo należy nieco naruszyć, do indywidualnego rozstrzygnięcia pozostawiam czy bierzemy ze sobą w teren łopatkę, łyżeczkę czy inny podobny w użyciu sprzęt. Kiedy już znajdziemy gniazdo L. flavus nie rabujemy od razu potomstwa, chyba że mamy napięte terminy, najpierw oczyszczamy je z trawy, która będzie nam w przyszłości mocno utrudniać życie przy podbieraniu poczwarek czy robotnic, następnie wyszukujemy w pobliżu jakiś kamień, fragment płyty chodnikowej, zderzaka samochodowego...(chyba że gniazdo znajduje się właśnie pod czymś takim)wybór w warunkach polskich jest duży, ważne żeby było to coś pod co mrówki chętnie wyniosą poczwarki i same również będą korzystać z ciepełka, wkomponowujemy dany element w nieco rozdłubany kopiec i zostawiamy tak najlepiej do połowy sierpnia(jak bardzo się nam śpieszy to już za dzień, dwa powinny być tam poczwarki)dlaczego akurat do połowy sierpnia? Ano dlatego że zazwyczaj wówczas w gniazdach nie ma już poczwarek królowych i samców, bądź są w ilości minimalnej i nie musimy tak dużo dłubać. Jeżeli jesteśmy na tyle zdolni żeby wybrać same poczwarki, bez ani jednej robotnicy, to możemy je wrzucać do probówki czy innego pojemnika ale jeśli na tyle uzdolnieni nie jesteśmy bądź podbieramy robotnice to polecam wrzucać je do otwartego słoika, zabezpieczonego olejem mineralnym, wypełnionego warstwą 2, 3 cm ziemi(radzę nieco ją zrosić), po co ta ziemia? Bez niej, nawet w otwartym słoiku, mrówki się nam zagazują, co jakiś czas należy wąchać czy woń kwasu nie jest zbyt ostra i w miarę potrzeby dorzucić jeszcze trochę ziemi. Jak wspominałem wcześniej dla kilkuset królowych będziemy potrzebowali kilkunastu gniazd, w przypadku gdy mowa o pozyskiwaniu robotnic można zadać sobie pytanie czy z racji ich pochodzenia z różnych mrowisk należy je trzymać osobno, odpowiadam: nie, walimy wszystkie do jednego słoika, zaręczam że nic im nie będzie, w takim zamieszaniu, jakie im zafundujemy nie będą w stanie wojować, oczywiście zdarzą się pojedyncze przypadki ciągnięcia jedną przez drugą za nogę ale zapachy szybko się wymieszają i będzie spokój, taka mieszanka robotnic jest też mniej agresywna w stosunku do nowej królowej. Gdy tak podbieramy sobie poczwarki nagle przemyka sobie po naruszonym gnieździe podziemnic robotnica Myrmica sp., i co z tego zapytacie? Ano to że należy ją jak najszybciej złapać i rzucić jak najdalej od kopca, jeżeli tego nie zrobimy to MOŻE się okazać że dosłownie za chwilę będziemy mieć kilkudziesięciu lub więcej konkurentów w walce o poczwarki, napisałem może bo zapewne nie każdy gatunek Myrmica jest takim amatorem potomstwa L. flavus ale mimo to warto na wszelki wypadek profilaktycznie odrzucać wścieklice od kopca. OK, skończyły nam się już poczwarki, wybraliśmy się po robotnice do wcześniej przygotowanych gniazd L. flavus elegancko zmiatając je pędzelkiem z podnoszonych przez nas kamieni etc. idziemy do domu, wstawiamy je do lodówki, gdzie chłodzą się już wcześniej złapane królowe. Czekamy 15 - 30 minut, wyjmujemy obie strony i zaczynamy dokładać po jednej schłodzonej robotnicy do każdej królowej...A bzdura! Nie kładziemy po jednej robotnicy, w ok. 15 - 30% przypadków królowe je zatłuką i często będziemy musieli potem kombinować z usuwaniem uczepionej, martwej robotnicy z odnóża czy czułka królowej. Od razu wrzucamy np. po 8(ja tyle wrzucam) i szybko wkładamy do lodówki, przy 8 robotnicach królowa już tak nie fika i bardzo rzadko zdarzają się przy takim postępowaniu konflikty, królowa co najwyżej pogrozi trochę żuwaczkami w stronę wpadających do jej probówki robotnic, ze strony robotnic agresji nie ma prawie w ogóle. Czekamy 10 - 15 minut i możemy dodawać następne robotnice, czy grupami czy po jednej to już zależy od woli hodowcy. Jeżeli mimo wszystko zdarzy się robotnica psychopata czy królowa indywidualistka z przyczepioną do nogi/czułka robotnicą a operacja jej usunięcia nie powiedzie się, tj. królowa zostanie uszkodzona, to wówczas pojawia się pytanie co z taką kolonią zrobić? Mimo że królowa bez jednej nogi czy czułka w życiu codziennym radzi sobie dobrze to zazwyczaj nie ma na nią chętnych, najlepszym wyjściem z takiej sytuacji jest więc wypuszczenie w miejscu gdzie za kilka lat będzie nam wygodnie podbierać poczwarki czy robotnice dla następnych rójkowych królowych. Słów kilka o wspomnianej powyżej operacji zdejmowania martwej robotnicy z czułka/odnóża królowej, jeżeli robotnica jest "świeża" czyli np. zaadoptowana dnia poprzedniego to z racji tego iż nie zdążyła wyschnąć i stracić na plastyczności możemy delikatnie za nią pociągnąć, może puści. Jeżeli jest wyschnięta to od razu przystępujemy do rozgniecenia głowy robotnicy tak aby żuwaczki puściły, nadają się do tego świetnie twardsze pęsety entomologiczne. Powodzenia! Adam Pakulski(Le Pakul)